Wycieczki w Tatry

Wycieczki w Tatry i osobiste relacje z trasy i szlaków wraz ze zdjęciami i filmami.

Zdobycie Kasprowego Wierchu

Zima nie zawsze jest najlepsza porą roku na wycieczkę na Kasprowy Wierch. Jednak jak trafisz na świetną pogodę to z pewnością nie zapomnisz swojej wyprawy. Dzisiaj wraz z Kasią, Tomkiem wyruszyliśmy na podbój Kasprowego. Jak nam poszło zobacz sam czytając dalej.


Nasza wyprawa rozpoczęła się tak naprawdę dzień wcześniej kiedy to kupiliśmy bilety w biurze turystycznym Teresa przy ulicy Kościuszki w Zakopanem. Opłata za  przejazd trzech osób wyszła z prowizją biura 180zł. Drożej ale było pewne, że napewno wyjedziemy i zjedziemy o wyznaczonej na bilecie godzinie. Wyjazd 11.50  a zjazd 13.50. Jak było naprawdę o tym dalej.

Jestem w Kuźnicach godzina 11.05 i czekam na Katarzynę i Tomka. Dzwoni telefon przywiezie ich Dawid – ma wjazd do samych Kuźnic. Podjeżdża niezawodna Hondzia. Wysiadka i oczekiwanie na swoja godzinę przejazdu kolejką. Wszyscy jedziemy nią pierwszy raz. Jako miejscowy tłumaczę różne rzeczy czasami sam do końca nie będąc pewny.
11.50 godzina odjazdu. Wchodzimy, kolejka rusza. Szyby niestety zamarznięte i niewiele widać. Szkoda. o kilku minutach przesiadka na Myślenickich Turniach. Teraz dłuższy odcinek. Na podporach nie jest tak bujająco jak na starej kolejce. Zbliżając się do stacji końcowej widok całkowicie zakrywają chmury, albo mgła. Wysiadka i szybko do drzwi wyjściowych.
Roczarowanie.
Biało, biało i tylko biało. Widać dosłownie ratrak i kilka słupków oraz kilka krzesełek na Goryczkowej.
Wokoło biel porażąjąca tak bardzo, że ledwo można patrzeć.
My z Tomkiem oczywiście szybko sprzęt fotograficzny. Cyk, cyk i pierwsze prześwietlone fotki.
Kasia dziarsko pozyje jak modelka.
Po kilku minutach wracamy do środka. Herbatka, kawusia i ciasteczko. Sponsor z Warszawy – Tomek, to zaczęło nam się podobać zwłaszcza, że ceny niesamowite. Wiadomo restauracja najwyżej położona w Polsce musi na kimś zarabiać.
Po chwili jeszcze jedna próba wyjścia kończy się jeszcze szybszym powrotem do środka. Mija czas, zbliża się godzina odjazdu. Jakiś debil pojawiający się co chwilę obrzuca błotem nie wiadomo kogo, ale po kilku jego przejściach wiemy, że chodziło o nas czekających.
Nie reagujemy bo niewiadomo czy to syn szefa czy „Halniak” idzie.
Odjazd zaplanowany na 13.50 przeciąga się i co chwilę w megafonie słyszymy, że z powodu awarii silników odjazd jest opóźniony.
Wreszcie ruszamy gdzieś około 14.30 i do Turni wszystko idzie normalnie. Po przesiadce kolejka jedzie bardzo powoli. Gość z obsługi informuje, że jedziemy na silnikach Diesla do dolnej stacji. Mi to na rękę, ale jakaś babka zaczęła mieć dość i żądała wyjaśnień i przeprosin.
Co ciekawe została zignorowana przez innych pasażerów, którym się wszystko podobało.

Dojeżdżamy do Kuźnic. Po drodze nakęcamy film i robimy kilka fotek.
Tomek z Kasią zjeżdżają busem, a ja achodzę pieszo mając nadzieje na zdjęcia łań pojawiających sie poniżej na polanie. Niestety dzisiaj niepowodzenie. Efekt wyprawy poniżej na zdjęciach i filmie.

YouTube Preview Image

Komentowanie zablokowane.